Cza­sem wystar­czy jeden malutki ele­ment ukła­danki. Smak, zapach, dźwięk, aby nagle na moment zna­leźć się w zupeł­nie innym miej­scu i cza­sie. Nie­za­leż­nie od tego czy chcemy, czy nie, a jed­nak wspo­mnie­nia zawsze niosą ze sobą jakąś nutę nostalgii.

Smak tyto­niu palo­nego z kimś, zapach koja­rzący się z miej­scem albo osobą. To dziwne, że cza­sem ten ostatni można było poczuć z wia­trem. Sam tego nie rozu­miem, ale rozu­miem jak bar­dzo w ten wła­śnie spo­sób zapi­su­jemy sobie wspo­mnie­nia. Obraz nie jest tak potężny i tak podświadomy.

I tak czę­sto zda­rza nam się wzdy­chać za tymi wspo­mnie­niami, za tą prze­szło­ścią. Uwa­ża­li­śmy ją za lep­szą chyba od momentu kiedy tylko pamię­ta­li­śmy coś co było wcze­śniej. Czy zatem uwa­żamy, że nasze życie sta­cza się po równi pochyłej?

Two­rzymy, budu­jemy rze­czy uży­teczne. Takie które przy­cią­gną i pomiesz­czą szary tłum, któ­rego czę­ścią tak wielu z nas się stało. Nawet o tym nie myślimy, nie zasta­na­wiamy się co jest piękne. Wystar­cza nam ‚ładne’. Sztuczne i ohydne.