Siatki – kolejny nieodłączny element naszego codziennego życia. I krajobrazu. Fotka powyżej z dachem w tle to widok z mojego pokoju w mieszkaniu rodziców. No właśnie, dawno już tam nie mieszkam, ale to nadal „mój pokój”. I mimo, że wnętrze bardzo się zmieniło to widok przez okno tylko nieznacznie – siatka nadal wisi na drzewie nieczuła na pogody, miesiące, pory roku i lata… Tę jedną akurat lubię, bo to widok z mojego pokoju. Miliarda innych, które nas otaczają już nie znoszę.

 

INTRO

Niestety foliowa siatka ma mnóstwo zalet, które trudno podważyć.

Jest praktyczna.

Prawie nic nie waży.

Tak tania w produkcji, że rozdawana „za darmo” (choć nie oszukujmy się, jej koszt jest po prostu rozproszony na inne produkty w sklepie).

Ma dziesiątki oczywistych i nieoczywistych zastosowań, choćby, jako ochrona fryzury w trakcie deszczu…

 

Pamiętam pewną podróż autobusem. Naprzeciwko mnie siedziała starsza pani i gładziła, a raczej usztywniała na kolanach grubą reklamówkę takiego typu jak dawane w sklepach odzieżowych. Musiałam odwrócić się w stronę okna, bo trudno przyglądać się współpasażerom cały czas (a nie powiem, lubię się pogapić). Kiedy z powrotem wróciłam do pani, ta miała już postawioną na sztorc torbę na głowie, gotowa do wysiadki na deszcz niczym Napoleon w swoim nakryciu głowy do ataku…. Po chwili mój szoku ustąpił podziwowi dla jej ekstrawagancji. Ta torba była na wysokość jak dwie głowy…

 

Wady foliówek: przez większość z nas traktowane są, jako jednorazówki, a więc wyrzucane średnio po kilkunastu minutach użytku. Dalej toczą swoje drugie, bardzo długie życie poza naszym gospodarstwem (od 100-400 lat, bo nie mam tu na myśli siatek biodegradowalnych). Największa część trafia na wysypisko na wieki. Niektóre zażywają wolności i latają, gdzie je wiatr poniesie; część z nich w końcu zawisa na drzewach, ląduje w kałuży, rzece, morzu, oceanie… Fakty na temat siatek-śmieci są zatrważające. Jako że produkuje się ich zyliony sztuk, to do ich produkcji potrzeba miliardów ton ropy naftowej.
Aprillis