Czasami ciężkie jest życie aparatki. Są takie dni, kiedy naprawdę mam serdecznie dość. Śruba od pierścienia nie wiedzieć czemu nagle zaczyna wiercić dziurę w policzku… Problem z ugryzieniem kanapki czy nawet durnej kluski w celu sprawdzenia stanu ugotowania makaronu uświadamia, że coś jest nie tak, jak powinno.

Zaczynam rozumieć słowa ortodontki, że być może jeszcze konieczne będzie usunięcie czwórek. Patrząc w lustro widzę zbyt wysuniętą do przodu górną szczękę, a przeglądając ostatnie zdjęcia nie mogę znaleźć żadnego, na którym nie mam nienaturalnie wykrzywionych ust. Mam problem z wyraźnym wymówieniem słów zawierających dużo liter „s,c,dz”. Ach, zapomniałabym o dylemacie „czy mogę się uśmiechać, czy może jest to wysoce niewskazane?” który towarzyszy mi podczas każdej rozmowy z jakimś człowiekiem, podczas której pozwoliłam sobie na chociaż gryza czegoś co jedzenia. Wkurza też to, że zęby są już proste a to tak naprawdę dopiero początek drogi.

Mam cholernie dość.

I w takich chwilach tak bardzo, bardzo intensywnie muszę przypominać sobie o swojej motywacji. O latach kompleksów, unikania kamer i aparatów nad którymi nie miałam kontroli. Krzywy zgryz latami odbierał mi pewność siebie. Teraz patrzę w lustro lub na jakieś uśmiechnięte zdjęcie i myślę sobie – wow, ja naprawdę mogę mieć to, czego zawsze zazdrościłam innym. Kosztuje mnie to dużo dyskomfortu, nie mówiąc już o pieniądzach, ale wykonałam już najważniejszy krok – założyłam ten aparat!

Tagi: aparat, zęby, kryzys, wymowa, krzywy zgryz.