Ładnych kilka lat temu zaproszony byłem na brunch do jednego z warszawskich, czterogwiazdkowych hoteli. Kuchnia wyśmienita, wtedy jeszcze słabo mi znana. Łososie, ostrygi, filety z rekina, ryby papuzie, sosy, dodatki, przystawki. Totalny zawrót głowy.

I tak sobie stałem biedny, delikatnie rozkojarzony nie wiedząc, co wybrać i czego jeszcze spróbować. Stałem sobie przy bufecie, obok pani w lisiej pelerynie, która wyszła prosto od fryzjera, złotem i perłami obwieszona, obok pani, dla której te wszystkie ekstrawaganckie dania były, jak się okazało czymś codziennym i naturalnym. I tak mówię cicho do siebie, lekko oszołomiony, patrząc na miseczkę z białym sosem, “ciekawe do czego jest ten sos?”, na co pani dosyć donośnym i nie znoszącym mojej obecności, nie znającego się na wykwintnej kuchni człowieka, mówi “to jest śmietanka do kawioru!”.

Minęło kilka lat, w mojej lodówce znalazła się puszka z czerwonym kawiorem. Czekała na odpowiedni moment, czekała, aż zrozumiem do końca ten smak, którego nie można zepsuć. Kwaśna śmietana jest oczywiście doskonałym partnerem czerwonego kawioru. Postanowiłem jednak nie zatrzymywać się jedynie na tym prostym, znanym mi już połączeniu i tak powstała w mojej głowie, niedzielna, śniadaniowa przystawka. Avokado z łososiem i kawiorem.