Pisałam kiedyś o tym, jaką siłę ma poczucie wdzięczności i dostrzeganie tego, co jest dobre w naszym życiu. Jednak wszystko w nadmiarze może zaszkodzić. Przeczytałam ostatnio artykuł na temat negatywnych aspektów wdzięczności i zainspirował mnie on do napisania tej krótkiej notki.

Wdzięczność to nie zadanie
Łatwo jest wpaść w pułapkę robienia zadania z rzeczy, które mają polepszyć nasze samopoczucie. Istotą przyglądania się temu, co dobre w naszym życiu, jest realne odczucie i tego nabranie innej niż codzienna perspektywy. Gdy staje się to zadaniem, możemy poczuć się rozczarowani, że tak niewiele mamy „obiektów” wobec których możemy czuć „wdzięczność”. A to nie poprawia, a psuje nastrój. Nagle stajemy się „beznadziejni”, bo nie potrafimy poczuć wdzięczności, a nasze życie jest nic nie warte, bo tak mało w nim dobrych rzeczy. Okazuje się, że osoby, które prowadziły dziennik, w którym wypisywały rzeczy, za które mogą być wdzięczne czuły się lepiej robiąc to raz w tygodniu, a gorzej, gdy robiły to trzy razy.

Tarcza ochronna
Poza tym, bycie wdzięcznym może łatwo stać się sposobem na bronienie się przed przeżywaniem emocji, które są nieprzyjemne, ale naturalne w jakiejś sytuacji. To taki sposób na oszukanie siebie, że właściwie wszystko jest w porządku, nawet jeśli nie jest. To bardzo wygodne powiedzieć „wszystko jest tak, jak miało być, jestem wdzięczny za to co mam” w sytuacji, gdy raczej trzeba się zmierzyć z jakąś trudnością, problemem, podjąć wysiłek, by odnieść się do czegoś niewygodnego.

Tagi: samopoczucie, wdzięczność, przeżywanie emocji.