Ostatnio moja Żona wybrała się z Córką na zakupy odzieżowe. Celem była jakaś spódnica. Okazało się, że znalezienie klasycznej, ładnej, dziewczęcej spódnicy nie jest wcale takie proste, chociaż sklepy dosłownie pękają w szwach. W sprzedaży są jednak głównie wydłużone bluzki, które mają zasłaniać pośladki (chyba), spódniczki mini przypominające wąskie opaski, spodnie rurki i leginsy, leginsy i jeszcze raz leginsy. Jak powiedział H. Thoreau: „To żądni luksusu i rozwiąźli ustalają modę, którą stado tak pilnie naśladuje.” A my stwierdziliśmy, że niedługo przyjdzie nam wrócić do dawnych czasów, kiedy w domach królowały wykroje z Burdy i terkotały maszyny do szycia.

Na Prostym blogu w poście „Milczenie” Ajka nawiązała do tekstu Pamiętnik zakupoholika Michała Zaczyńskiego (znajdziecie go tutaj), a więc człowieka, który w szafie ma 57 T-shirtów. To, o czym pisze, jego codzienne rozterki i dylematy, to dla mnie przedsionek męskiego piekła. Na początku roku zrobiłem przegląd swoich ubrań. Zmieściłyby się w jednym większym neseserze. W porównaniu do Michała Zaczyńskiego wyszło na to, że jestem minimalistą (: Poważniejsze zakupy ubraniowe na przestrzeni kilku lat mogę policzyć na palcach jednej ręki. To głównie polary, kurtka, kolejne pary spodni, gdy stare egzemplarze zaczynają się już przecierać, bluza do biegania, nie licząc skarpetek i bielizny.

Tagi: ubranie, zakupy, minimalizm, promocje.