My już kilka dni wcześniej zaczęliśmy Tłusty Czwartek. Przez ostatnie dni intensywnie próbowaliśmy pączki, które sprzedają różne warszawskie cukiernie w poszukiwaniu tych najlepszych. Kupowaliśmy, jedliśmy i zapisywaliśmy nasze wrażenia. Pomyśleliśmy, że może pomożemy Wam w ten sposób lepiej wybrać źródło zaopatrzenia na zbliżające się karnawałowe pączkoobżarstwo.

Rankingu co prawda nie przedstawiamy, ani oceny punktowej, ale staraliśmy się każdy pączek skrótowo opisać, zwracając uwagę na to, co w pączkach najważniejsze: ciasto, nadzienie, lukier… i na jasnobrązową skórkę z charakterystyczną oponką dookoła. Wiadomo, że każdy pączkożerca ma trochę inny gust, więc nie traktujcie naszego werdyktu jak prawdy objawionej. Nie bójcie się próbować – i podpowiadajcie, gdzie jeszcze warto próbować pączków.

Nie myślcie sobie jednak, że nasz test nie ma zwycięzców. Naszymi faworytami są pączki: z Lukullusa, z Pracowni Cukierniczej Zagoździńskich przy ul. Górczewskiej oraz z cukierni Irena na Saskiej Kępie. Niżej przeczytacie, dlaczego.

I pamiętajcie, że pączki, które zrobicie sami są poza wszelkimi konkurencjami!
Dziękujemy wszystkim, którzy dowiedziawszy się o naszym teście, podpowiadali nam, których pączków warto spróbować.

paczki_gorczewska

Pracownia Cukiernicza Zagoździńskich (ul. Górczewska 15)
[2,20 zł]

Legendarne, z niewielkiego lokalu, w którym można kupić… wyłącznie pączki. Robią więc wiele nadziei zanim się ich spróbuje. Najbardziej przypominają nam pączki domowej roboty. Ciasto jest miękkie, szlachetne, dobrze wyrobione, miało czas w spokoju wyrosnąć. Skórka jasnobrązowa, na brzegach lekko chrupie. Regularna jasna oponka. Marmolada wieloowocowa, znalazła się w pączkach jeszcze przed smażeniem. Do tego warstwa lukru. Elegancko zapakowane w staroświecki papier z pieczątką, przewiązany sznurkiem. Dzięki temu dotrą bez uszczerbku do domu. Uwaga: w Tłusty Czwartek kolejka po pączki murowana.

crustanddust.pl

Lukullus (pączek warszawski z nadzieniem różanym)
[3,50 zł]

Drogie, ale zdecydowanie warte swojej ceny. Spośród wszystkich pączków, jakie próbowaliśmy, jedynie w tych była prawdziwa konfitura z płatków róży. Swoją drogą, całkiem hojnie nałożona. Ciasto aksamitne, puszyste, pączki wysmażone jak należy. Cieniutka warstewka półprzezroczystego lukru – widać przez nią ciemnobrązową skórkę. Na wierzchu zamiast skórki pomarańczowej – zaskoczenie: pokruszona suszona malina, lekko kwaskowata. Majstersztyk. Każdy pączek jest w papierowej papilotce. Przy zakupie na wynos można dostać eleganckie kartonowe pudełko.

Tagi: Warszawa, test, pączki, Tłusty Czwartek.