Przyznamy się bez bicia, że do tej pory suszone wiśnie zawsze kupowaliśmy. Były nieziemsko drogie, bo kilogram zwykle kosztował więcej niż 75 złotych, a same owoce były dość ciężkie. Czego się jednak nie robi, żeby w środku zimy zjeść owsiankę z wiśniami, sałatkę owocową czy wiśniowo-owisiane scones. Odmrażane wiśnie to to samo. Nie mają tyle aromatu co suszone, nie wspominając o nadmiarze soku, który sprawia, że zamiast bułek z piekarnika wyjmujemy perfekcyjne zakalce. Do kompotu są idealne, sprawdzą się w crumblach czy cobblerach, ale nie ciastkach.

Jakby ktoś nie wiedział – M. chcąc zjeść ptysia, dostawała ptysia zrobionego przez mamę, a chcąc zjeść kiełbaskę z grilla dostawała domową kiełbasę, zwykle wolno wędzoną w ogrodowej wędzarce. Kiedyś tak ją to wkurzało, że wolała nie prosić o nic, a dzisiaj jest rodzicom więcej niż wdzięczna, bo wie, że np. kisiel i budyń można zrobić samodzielnie, nie płacąc za torebkę z kilkoma łyżkami mąki ziemniaczanej, cukru i sztucznego aromatu.