Człowiek miewa czasem dziwne skojarzenia. Przygotowując się do napisania o najsłynniejszych portugalskich ciasteczkach, przypomniała mi się historyjka, która miała miejsce przy wyjściu z paryskiego Luwru. – Tyle czekania, żeby zobaczyć tego babsztyla ze szczurem?! – powiedziała pewna starsza pani rozczarowana portretem Mona Lisy. Pomińmy fakt, że turystka była przekonana, że zobaczyła właśnie „Damę z gronostajem”; miało być przecież o babeczkach, a nie o kobietach malowanych przez da Vinciego.

Wiecie, jak to jest. Im większe mamy oczekiwania, tym większe może być rozczarowanie. Tamta pani spodziewała się pewnie, że jak zobaczy Mona Lisę, to dozna czegoś w rodzaju emocjonalnego uderzenia piorunem. W najgorszym wypadku, że poczuje przepływające po placach ciarki.

A tu? Obraz, jak obraz, który na dodatek „ukryty” jest za wielką szybą i nieustannie otoczony jest wianuszkiem turystów pstrykających w dzikim szale zdjęcia wszelkimi możliwymi urządzeniami elektronicznymi. Na to wszystko, aby wejść do Luwru nierzadko czeka się tak długo, jak na wejście do kolejki linowej na Kasprowy Wierch.

pisanewsewilli.com/ Charlie Phillips

Mona Lisa i mało romantyczna rzeczywistość w trakcie oglądania.


Co ma ciastko do Mona Lisy?

No więc z Pastéis de Belém jest trochę jak z Mona Lisą. Albo rozkochają w sobie, albo rozczarują. I wcale nie dlatego, że są niesmaczne (uwielbiam je!), ale dlatego, że ich sława jest tak wielka, że oczekiwania względem smaku są nierzadko zbyt wygórowane.

Wypełnione waniliowym budyniem babeczki uważane są za najsmaczniejszy deser całej Portugalii. Ba, obok paryskich makaroników, to chyba jedne z najpopularniejszych ciasteczek Europy. Jakby tego było mało, przepis na Pastéis de Belém jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Podobno zna go tylko kilka osób na świecie i są to wybrani pracownicy lizbońskiej kawiarnio-cukierni „Casa de Pasteis de Belém”. Zresztą tylko tam można je kupić.

pisanewsewilli.com

TAGI: słodki symbol Portugalii, Pastéis de Belém, Casa de Pasteis de Belém.