Nie pałam miłością do ćwiczeń siłowych. Nienawidzę wręcz chodzić na siłownię, to dla mnie jedna z najgorszych form aktywności i na chwilę obecną nikt mnie do niej nie zmusi. Podkreślam tę „chwilę obecną”, bo kobieta zmienną jest i ja co jakiś czas daję siłowni szansę przekonania mnie do siebie. Ale zawsze kończy się to w taki sam sposób – dużym dyskomfortem podczas ćwiczeń i ogromnymi zakwasami przez następny tydzień.

lifemanagerka.pl

Skąd ten dyskomfort? Ano stąd, że jestem małą, kruchą kobietką, a moc moich mięśni jest znikoma. Ja wiem, że ci wszyscy panowie trenerzy pewnie chcą pokazać, że we mnie wierzą, ale ZAWSZE na „dobry” początek dają mi obciążenie, które mnie przerasta. Kiedy proszę o mniejsze, robią wielkie oczy. Nietakt panowie ;) wcale nie czuję się z tego powodu lepiej, wręcz przeciwnie. I te wszystkie spojrzenia innych ćwiczących. No tak, w sumie zawsze to jakaś rozrywka… Nie, serio, ja wysiadam.

Siłownia zewnętrzna to inna sprawa. Obciążenie na sprzętach nie jest regulowane, dlatego jest ono dostosowane również do osób słabszych.

Ok, ale w takim razie można by się zastanowić, czy te siłownie w ogóle są coś warte, skoro są takie niewymagające… Wiadomo, że odpowiedź na to pytanie jest uzależniona od tego, kto jej udziela. Stały bywalec zwykłej siłowni pracujący z dużymi obciążeniami być może powie, że są g… warte. Ale blog to miejsce na subiektywną opinię :-).

Ja uważam, że siłownie plenerowe są super! Nie dlatego, że wypracuję sobie na nich sylwetkę Ewy Chodakowskiej, pozbędę się dzięki nim cellulitu czy wzmocnię mięśnie na tyle, że będę mogła podnosić sztangę mojego faceta.

Tagi: siłownia plenerowa, sport, ruch, zdrowie, sprzęty.