W piątek uważniej przyglądaliśmy się tematowi oszczędzania wody.
Temat w naszym domu dobrze znany i praktykowany zarówno z pobudek ekologicznych jak i ekonomicznych.

Zatem najpierw przechwałki a potem obszary do poprawy.

Prysznice zamiast kapieli to podstawa w eko dekalogu. Wyzwanie to zmieścić się w 30 sekund z myciem. Bo wiecie-rozumiecie, 20 minutowe stanie pod strumieniem wody to nic innego jak pionowa eko-katastroficzna kąpiel… Prysznic dzielony z kimś to 100 punktów w bonusie od Kapitana Planety. Wybaczcie, że wkleję „starego” Ryana, ale on mi tu idealnie pasuje. Poza tym będzie Wam się lepiej czytać, jak będzie stał obok. Pod warunkiem, że będzie czytać, zamiast patrzeć w prawo.

Zakręcanie wody podczas mycia zębów i golenia – też standard, wyświechtany i  nudny jak flaki z olejem, ale skuteczny w oszczędzaniu.

A właśnie, co do flaków to niejedzenie mięsa jest chyba największym oszczędzaniem wody dla planety. W rachunkach za wodę nieodczuwalny, ale każdy wegetarianin, nie mówiąc o weganach albo pozaziemskich freeganach jest największym oszczędzaczem wody i spokojnie może się rozgrzeszyć nawet z codziennej kąpieli. Wkrótce chcę napisać tekst o mięsie, więc nie będę w tym miejscu się rozpisywać w tym tymacie. W każdym razie statystyki wodne w hodowli mięsa są porażające. Na wyhodowanie 1kg wołowiny trzeba około 40 tys. litrów wody. 1 kg!!! To skutek głównie produkcji pasz. Białko roślinne nie potrzebuje aż takich strumieni. To zresztą temat rzeka.

W oszczędzaniu wody pomaga też nie posiadanie basenu (poziom 1) lub nie wymienianie w nim wody (poziom 2) bądź posiadanie basenu bez wpuszczania do niego wody (poziom 3). My wybraliśmy poziom 1. Przy poziomie 3 na pewno kręcilibyśmy teledyski, żeby jakoś usprawiedliwić posiadanie bezsensownej dziury wyłożonej płytkami w ogrodzie. A swoją drogą znacie inne sceny filmowe w suchych basenach? Trochę tego było w popkulturze, prawda?