Dwo­rzec w Świe­bo­dzi­cach, który ostat­nio widzia­łem rok temu, w sta­nie bar­dzo przej­ścio­wego roz­kładu, teraz wyglą­dał zupeł­nie ina­czej. Czer­wona cegła, wypia­sko­wane łuki. Z zewnątrz wygląda na gotowy, ale wystar­czy tylko spoj­rzeć przez okno by doj­rzeć puste wnętrza.

Wszech­obecne błoto i woda oraz wra­że­nie bycia gdzieś daleko od cywi­li­za­cji choć to nie tak daleko od cen­trum. Trzesz­czący gło­śnik, spra­wia­jący wra­że­nie, że osoba po dru­giej stro­nie śpi przy włą­czo­nym mikro­fo­nie i nie usły­szymy, jaki pociąg pod­je­dzie na peron widmo, który jest tylko nie­wielką prze­rwą pomię­dzy dwoma torami.

A jed­nak głos gdzieś po dru­giej stro­nie nie spał i poin­for­mo­wał nas o opóź­nie­niu. Pociąg cze­kał, aby cho­ciaż spóź­nić się punk­tu­al­nie. I znów trzesz­cze­nie, woda, mokry pia­sek na pero­nie pierw­szym, który naprawdę jest peronem.

Podróż pra­wie tylko i wyłącz­nie po torach. Mówi­łem, że od pocią­gów wolę auto­busy, ale chyba powoli zmie­niam zda­nie. Na pewno jed­nak uwiel­biam tram­waje. I nawet pra­wie udało mi się roz­szy­fro­wać skrót PST. A kto by pomy­ślał, że to po pro­stu Poznań­ski Szybki Tram­waj. Ale o tym może później.