Parę dni temu miałam ciekawe doświadczenie wieczorem, tuż przed zaśnięciem. Położyłam się spać i miałam…zimne stópki.·

Jako że taki stan utrudnia rozluźnienie i jest dość nieprzyjemny, stwierdziłam, że chcę coś z tym zrobić – jakoś ogrzać stopy. Przypomniałam sobie o sile wizualizacji, więc ochoczo zabrałam się do roboty. Najpierw wyobraziłam sobie piękną ciepłą kulę energii w nogach. Nic. Im bardziej „podkręcałam” wizualizację, tym bardziej czułam chłód w ciele. Potem zaczęłam wyobrażać sobie, że mam na nogach skarpetki (może trzeba było po prostu ruszyć się i założyć takie prawdziwe). Dalej nic.

I nagle olśniło mnie. Wzbudziłam w sobie uczucie miłości i pomyślałam, że kocham moje stopy, tak po prostu, bez szczególnej intencji, że coś ma się zmienić. Po prostu je kocham, bo są częścią mnie. Po paru sekundach poczułam jak energia zaczyna się poruszać w ciele, a stopy się rozgrzewają… Było to niesamowite przeżycie i dające mi wiele do myślenia. Następnego dnia w podobny sposób „pozbyłam” się bólu gardła.

Wnioski?

Uparte dążenie do tego, żeby było inaczej niż jest, neguje stan obecny.