Dwa słowa, które mogą zawrócić nieprzerwany strumień przedmiotów płynący od naszych domów do śmietników i dalej na wysypiska śmieci.

Brakuje nam rytuałów pozbywania się rzeczy. Wentyl dobroczynności, w którym jest niewiele miejsca na pozbywanie się przedmiotów, nie wystarcza, aby odchudzić nasze przepełnione mieszkania, piwnice i strychy. Potrzeba większej gotowości do dzielenia się z innymi. Potrzebującym może być nie tylko ktoś dotknięty takim czy innym kataklizmem życiowym, lecz każdy, kto będzie w stanie wykorzystać tkwiący w niepotrzebnej nam rzeczy potencjał.

Przeszkodą w pozbywaniu się przedmiotów jest materialna wartość, jaką z nimi wiążemy. W końcu zamieniliśmy na nią kawałek swojego życia w postaci pieniędzy, które kiedyś na nie wydaliśmy. Chcielibyśmy odzyskać choćby część tej wartości, lecz jest to zwykle niemożliwe z powodu przeładowania sklepów nowymi produktami. Upychamy zatem nasze rzeczy w przechowalni (strychy, piwnice, szafy) zanim ostatecznie staną się gratami, które wyrzucimy na śmietnik.

Może warto spojrzeć na to z innej perspektywy: te same rzeczy mogą stać się źródłem wartości niematerialnych – ich przekazanie, w miejsce wyrzucenia po okresie chomikowania, może budować poczucie własnej wartości, stać się powodem zadowolenia, że sprawiliśmy innym radość, że nasze rzeczy, kupione wszak za ciężko zapracowane pieniądze, służą komuś dalej. Przekazanie rzeczy będzie także źródłem uznania, może budować poczucie wspólnoty. W końcu sprawi, że będziemy postępować proekologicznie. Nie mówiąc o tym, że odzyskamy nieco wolnego miejsca, zapanujemy nad przestrzenią życiową, co samo w sobie przynosi sporą satysfakcję.

Tagi: dobroczynność, pozbywanie się rzeczy, oddawanie.