Praga, 23 maja 2007

„Niespodzianeczka! W życiu każdego mężczyzny jest taki moment, że patrzy na swoje slipy/majtki i postanawia już ich nigdy nie prać. Jeśli nie zasługują na kolejne wskrzeszenie, wyrzucamy je do śmieci. Staramy się je w koszu na śmieci przykryć. Pudełkami po jogurcie, sreberkiem z czekolady. U pani Korytovej (około 70 lat) mieszkałem ostatnio w marcu. Dziś Korytova na parterze kamienicy na jeden dzień daje mi klucze do mieszkania (mam tam być tylko do jutra, nim przeprowadzę się do pani Stachovej).
Mówi: – A na górze jest mały prezencik dla pana – uśmiecha się – Taka mała niespodzianeczka.
W mieszkaniu, na łóżku – reklamówka.
W środku: slipy, które przed dwoma miesiącami dosłownie wcisnąłem w dno kosza na śmieci i zakryłem dwiema puszkami po tuńczyku.
Wyprane i wyprasowane!
A miała być Praga miejscem, gdzie nie sięga ręka matki.”

Mariusz Szczygieł, Dziennik ze strachu, „Duży Format”, nr 1000, 25.10.2012

 

Powyższa śmietnikowa perełka pochodzi z dziennika reporterskiego, który Mariusz Szczygieł prowadzi od ponad 20 lat ze strachu, by nie zapomnieć tego, co słyszy i widzi, a co mógłby później użyć w swoich tekstach.

Zanim przejdę do tematu śmieci w kuchni muszę napisać nie na temat, mianowicie: Pan Mariusz Szczygieł wybitnym reportem jest. Tym, którzy go czytali wyda się to banalne; ale moi drodzy, nie dla każdego oczywistość bywa oczywista. Są tacy, którzy go nie znają. Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po jego książki lub teksty o Czechach, Polsce, życiu – to zróbcie to koniecznie. Zróbcie sobie literacki raj. Już Wam zazdroszczę tego pierwszego zetknięcia z jego tekstami, jak zawsze, gdy pożyczam komuś jeden z moich ukochanych filmów, książek lub płyt.

Ilustrując tekst postanowiłam ten pierwszy kosz, w którym na dnie kryje się sponiewierana na razie niespodzianeczka zrobić taki wystylizowany, czy raczej wypasiony, choć nie miałam puszek po tuńczyku. Bo w końcu to jeden ze znaków naszych czasów – wypasione śmieci, które piętrzą się w naszych koszach i wymagają coraz częstszego opróżniania. Nie macie wrażenia, że z roku na roku tempo „wychodzenia ze śmieciami” jakoś przyspieszyło? Jeśli tak, to znaczy, że się bogacimy, co w sumie jest bardzo fajne. Co jednak jednocześnie nie jest, to wysokie prawdopodobieństwo, że większa ilość śmieci związanych z kuchnią to znak, że jemy i pijemy coraz gorzej. Czyli mniej zdrowo, i coraz bardziej przetworzone produkty.