Choć mamy zmywarkę do naczyń (w przypadku sześcioosobowej rodziny to całkiem pomocne urządzenie) lubię czasem umyć je własnoręcznie. Wykonywanie tej prostej czynności działa na mnie odprężająco. Pod warunkiem, że nigdzie się nie spieszę…Czy umiecie zmywać naczynia? Okazuje się, że są dwa sposoby zmywania. Pierwszy – to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi – by je zmywać.

Przeczytałem niegdyś książkę „Cud uważności”. Jej autorem jest Thich Nhat Hanh, mistrz zen, działacz na rzecz pokoju na świecie, autor 35 książek, który był przedstawiony przez Martina Luthera Kinga jako kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla. Kwintesencją rozważań autora jest wskazówka: „Jest tylko jeden najważniejszy czas, a ten czas – to teraz. Chwila teraźniejsza jest jedynym czasem, jaki mamy. Najważniejszą osobą jest zawsze ta, z którą właśnie przebywamy, która stoi przed nami, bo kto wie, czy jeszcze z kimkolwiek będziemy mogli się spotkać. Najważniejszym zajęciem jest czynienie szczęśliwym tego, kto znajduje się obok nas, albowiem samo to stanowi cel życia”.

Życie w prostocie wymaga umiejętności bycia tu i teraz. W tym, a nie w innym, momencie naszego życia. Często traktujemy teraźniejszość po macoszemu, nie doceniamy jej wartości. A przecież nie mamy nic bardziej cennego. Zbyt wiele rozpamiętujemy, za dużo myślimy o tym, co przed nami. Biegnąc pośpiesznie i powierzchownie przez życie myślimy, że dojdziemy do jakiegoś mitycznego miejsca, w którym wreszcie odpoczniemy, osiągając upragnione szczęście. Jeszcze tylko ta sprawa do załatwienia, kilka brakujących przedmiotów, upragniony dom, spłata kredytu, trochę -a może całkiem sporo- oszczędności na koncie. Wszyscy mamy jakieś „jeszcze tylko”…, a kraina szczęśliwości – owa Shangri-La – ciągle przesuwa się gdzieś za horyzont.