Dziś notka nieco kontrowersyjna – będzie o polowaniach. Polowanie to w RPA bardzo popularne zajęcie – nie nazwałabym go nawet hobby. RPA to kraj, w którym bardzo wiele osób posiada broń, głównie myśliwską. Na pewno nie tak wiele jak w USA, ale biorąc pod uwagę przepisy, pozwolenie na nią jest najłatwiejsze w uzyskaniu, z czego skwapliwie korzystają ci, którzy broń chcą posiadać.

Dla wielu ludzi, głównie Afrykanerów polowanie to sposób na życie. Uwielbiają steki, biltong i nie widzą nic nienaturalnego w zabiciu zwierzęcia aby je zjeść. Polują od dziecka – w katalogach farm często można zobaczyć zdjęcia zarówno chłopców jak i dziewczynek ze swoimi trofeami.
Ostatni weekend spędziliśmy właśnie w taki typowy dla białej afrykańskiej rodziny sposób. To znaczy – polował Duży Bolek, a ja i Mały Bolek relaksowaliśmy się przy basenie oraz urządzając spacery wokół farmy.

Ja sama mam co do kwestii polowań mieszane odczucia. Bo z jednej strony nie jestem wegetarianką, a z drugiej strony kocham zwierzęta. Żywe.
Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do podjęcia tego zajęcia jako hobby, nawet jeśli ktoś ma zamiar polować w najbardziej etyczny z możliwych sposób. Bo tak poluje Duży – tylko na to, co mamy zamiar później konsumować. I nie są to żadne rzadkie zwierzęta – są to zwyczajne antylopy których mięso można kupić w wielu sklepach. Upolowanie zwierzaka po prostu bardziej się opłaca niż kupno mięsa w sklepie.

A ponieważ zdaję sobie sprawę, że mięso nie rośnie na sklepowych półkach, postanowiłam wyzbyć się śladów hipokryzji i przyjąć do wiadomości, że zwierza, zanim trafi on na sklepową półkę w postaci steku czy biltongu, trzeba najpierw pozbawić życia w sposób możliwie najbardziej humanitarny i nie sprawiający bólu.

A strzał dobrego strzelca jest prawdopodobnie bardziej humanitarny i mniej stresujący niż ogłuszanie zwierząt przed ubojem na typowej farmie hodowlanej. Ale ja sama nie byłabym jednak oddać tego strzału, chyba, że w sytuacji zagrożenia. Głodem? Atakiem? To, co mnie najbardziej chyba powstrzymuje to myśl, że po prostu źle trafię i zwierzak będzie cierpiał.

Farmy ze zwierzyną łowną to w RPA praktycznie instytucja. Jest ich mnóstwo – im dalej od Johannesburga innych dużych miast tym tańsza zwierzyna – no bo trzeba zadać sobie trud, aby tam dotrzeć. My wybraliśmy farmę niedaleko Cullinan – niecałe dwie godziny od Johannesburga. Zwykle mają powierzchnię kilku czy kilkunastu tysięcy hektarów, na tyle duże, aby zwierzęta żyły swobodnie, ale też na tyle małe aby można było zlokalizować zwierzęta. Zdarzają się też większe farmy, ale te to często farmy konserwacyjne i prywatne parki natury.

Tagi: polowanie, mięso, RPA, farmy.