Śmierć Robina Williamsa stała się kolejnym bodźcem do rozmów na temat depresji. Przede wszystkim o tym, żeby nie ignorować złego samopoczucia i zwracać się po pomoc do specjalistów. Depresja cały czas jest tematem tabu, mimo, że coraz więcej się o niej mówi w przestrzeni publicznej. Nadal słyszę, że ludzie reagują na zasadzie „nic ci nie jest, weź się w garść”, pracodawcy niechętnie widzą zwolnienia z tej przyczyny, bliscy nie rozumieją w czym tkwi trudność. Dlatego trzeba o tym mówić i pokazywać, że to nie jest „nic”, tylko realne trudne doświadczenie, które wymaga pomocy i wsparcia.

Czasem patrzę sobie na świat, słucham osób, które przychodzą do mnie do gabinetu i myślę sobie – jak tu nie mieć depresji? Bo pamiętajmy o tym, że depresja jest raczej reakcją na coś, objawem, a nie sama w sobie „zaburzeniem”. Nie lubię, gdy traktuje się ją jak „wroga”, z którym trzeba walczyć. Jeśli już z czymś walczyć, to z tym co ją powoduje. To nie jest przeziębienie, którą się łapie, bo ktoś w tramwaju kichnął. Zawsze są przyczyny, wewnętrzne, zewnętrzne, którymi trzeba się zająć.

Żyjemy pod ciągłą presją: osiągnięć, sukcesów, wymagań – zarówno z zewnątrz, jak i z wewnątrz. Depresja może być efektem „nie wyrabiania się” wobec tych oczekiwań. Negatywnie motywująca krytyka wewnętrzna doprowadza do poczucia bezsilności i smutku. Bo to tak, jakby nad głową stał ktoś, kto jest wiecznie niezadowolony, wymagający, oceniający i niemożliwy do zaspokojenia. Jak pod wpływem takich wewnętrznych komunikatów nie opadać z sił? Nie chować się przed światem? Nie mieć energii by mierzyć się z kolejnym takim dniem?

Tagi: psychologia, depresja, tabu, zaburzenia, wymagania, samopoczucie.