Do tej pory naleśniki bezglutenowe robiłam zawsze (podobnie jak ciasta, chleby i inne wypieki) z samodzielnie przygotowanej mieszanki mąk bezglutenowych. Gdy więc mignął mi na jakimś blogu przepis na naleśniki z samej kaszy gryczanej, to w ogóle mnie on nie zainteresował, tym bardziej, że za gryką solo nie przepadam, bo dla mnie ma ona zbyt specyficzny smak. Używam jej tylko w mieszankach mącznych.

Przysłowie mówi, że do 3 razy sztuka, ale ja na ten trzeci raz już nie czekałam i jak na przepis na gryczane naleśniki natrafiłam po raz drugi na zaprzyjaźnionym blogu Kamili i widziałam zachwyt nimi, to już wiedziałam, że je zrobię.

Ciekawa byłam jak mi będą smakować (nie nastawiałam się na nic i brałam pod uwagę wszystkie opcje), ale najbardziej byłam ciekawa jak z połączenia namoczonego gryczanego ziarna i wody ma wyjść zwarty naleśnik. A widać na zdjęciach, że wyszedł.
Wieczorem więc namoczyłam kaszę, a na drugi dzień zrobiłam. Warto było zaryzykować;)

Składniki:
* kasza gryczana, najlepiej nieprażona
* woda – ja dałam mineralną
* szczypta soli

Mus:
* maliny (u mnie już mrożone, ze zbiorów na zimę, której chyba nie doczekają)
* banan
* mleko kokosowe (lepsza by była śmietanka)
* odrobina miodu

Tagi: kasza gryczana, naleśniki, przepis.