POZIOM 2

 Poziom 2 to podążanie za ideą propagowaną m.in. przez René, tzn. wspieranie małych lokalnych gospodarstw i zakupy bezpośrednio od producentów.

Brzmi rozsądnie, prawda? Mi się podoba, ale przyznam, że wymaga zmiany bardzo wielu nawyków. Szczególnie zimą, kiedy piszę ten tekst. Poziom 2 wprowadzam, więc na razie tylko na poziomie warzyw i owoców. Przy używaniu ryżu, herbaty, kawy czy kakao pozwolę sobie jeszcze pozostać… Podążam drogą ewolucji, bo rewolucja lubi obcinać głowy swoim ojcom. Choć tu raczej matkom w wersji Herstory.

Zatem ewolucyjnie eliminuję… Pomidory – zimą łatwizna, bo są bez smaku. Cytrusy – zjem sobie w gościach. Banany – nie lubię; ojciec całe dzieciństwo powtarzał, że smakują gorzej niż kartofle, no i uwierzyłam. Papryka – zaczynają się małe schody. Rukola – już tęsknię… Bakłażan – będę ciebie wyglądać kochany!

A wiecie jaki jest jeszcze jeden plus idei „zmniejszenia dystansu” w zakupach? Stają się tańsze. Co przy tymczasowo jednym żywicielu rodziny (którego serdecznie pozdrawiam!) może stawać się argumentem niebanalnym… Dla czytelników niebędących znajomymi, a po cichu liczę, że tacy też są: mąż pracuje, a ja „siedzę w domu” z dzieckiem. Za darmo, bo to przecież urlop.

(Z serii rozmowy z pieniędzmi w tle. Ja: Kurczę, jutro impreza u Środy a ja nie mam nic nowego – robię smutne oczy i czekam na zachętę pognania polem do pobliskiej galerii. On: Nie przejmuj się. Faceci i tak nie zwracają na to uwagi. No w sumie fakt, ale tam będą głównie koleżanki i ta zasada już nie działa…)

Jak widzicie, możecie liczyć na moją wiarygodność w poszukiwaniu nie tylko zdrowych, ekologicznych warzyw, ale także po prostu tanich. Okazuje się, że jest możliwe połączenie tych cech. Oczywiście przy pewnym wysiłku versus robienie zakupów w najbliższym sklepie.

„Od rolnika do pośrednika 3000 procent znika” czyli „Uratuj rolnika i samego siebie”

Z tym hasłem w sierpniu 2012 rolnicy z Ponidzia ruszyli NA TRATWIE z warzywami i owocami do Warszawy nagłaśniając po drodze problem różnicy cen pomiędzy skupem a sklepem. Zupełnie nie miałam pojęcia, jakiej skali przebitki cenowe odbywają się na rynku. W 2012 roku sytuacja była szczególnie dramatyczna dla uprawiających ziemniaki, bo kilogram przyjmowano poniżej 10 gr, co oczywiście nie pokrywało kosztów uprawy i transportu. Nie mówiąc o przepaści cenowej pomiędzy tym, ile płacimy my-konsumenci. Mechanizmy handlu ogarniam na tyle, aby rozumieć zasadę, że kupuje się tanio aby sprzedać drożej. Nic przeciwko nie mam. Nie mniej w łańcuchu: producent ziemniaka – pośrednicy ziemniaka – zjadacze ziemniaka – wydaje się, że to rolnicy i my jesteśmy robieni w trąbę.

 

 

 Aprillis