Jestem osobą, która harmonię i poczucie jedności ceni sobie bardzo wysoko. Bardzo możliwe, że właśnie dlatego tak bliskie są mi różnego rodzaju metody, pomysły, systemy, w których dominuje dążenie do realizacji tychże. Mimo wszystko mam coraz mniejszą zgodę na podejście, które posiada ukryte założenie, że dobre jest wszystko (i tylko!) to, co jest „dobre”.

Przykłady takich założeń i przekonań:

Najważniejsze to czuć się dobrze, należy dążyć do tego, by przez okrągłą dobę odczuwać dobrostan (dzięki temu jesteśmy w stanie w magiczny sposób kreować naszą rzeczywistość taką, jaką tylko sobie wyśnimy), inaczej sprowadzamy na siebie nieszczęście.

Należy z akceptacją podchodzić do swoich negatywnych emocji, bo tylko dzięki akceptację jesteśmy w stanie je rozpuścić/przetransformować/pozbyć się ich. (akceptacja jako przykrywka i narzędzie do osiągania jedynie słusznego stanu)

Trudne emocje są potrzebne do rozwoju, który prowadzi do ostatecznej harmonii, nieograniczonej niczym radości i jedności z absolutem. (znów, taka akceptacja to akceptacja warunkowa, czyli żadna)

Emocje po prostu są i nie należy ich oceniać. (jeśli oceniasz swoje emocje jesteś mało rozwinięty, brak oceniania jest „lepszy”)

Abraham Maslow pisał o tym, że w człowieku ścierają się dwa dążenia – do rozwoju i do poczucia bezpieczeństwa, czyli stabilizacji. Z jednej strony pragniemy świętego spokoju i dobrego samopoczucia, z drugiej coś ciągle nas pcha do przodu. (Swoją drogą nie wiem czy wszystkich pcha…). Z pewnością jest tak, że ludzie różnią się między sobą siłą tych potrzeb i kosztami jakie ponoszą, gdy są one niezaspokojone.