Żyjemy w epoce obfitości, tak myślę. Zewsząd słychać o problemach gospodarczych, o kryzysie, o spadku poziomu życia jednak ja przynajmniej w mojej okolicy nie widzę jakiejś ekstremalnej biedy… szczególnie w okolicach supermarketu widzę wózki uginające się dosłownie od jedzenia… jakby ludzie kupowali zapasy na cały miesiąc…

Moje dzieciństwo PRL

Powiem Wam że pamiętam bardzo dobrze z dzieciństwa okres PRLu i prawdziwego, beznadziejnego kryzysu, szarość, brak perspektyw, kolejki i polowanie na najbardziej podstawowe produkty codziennego użytku. Pamiętam także rarytasy takie jak gumy Donald, paluszki słone, chrupki ziemniaczane, smażoną soje czy inny słonecznik kupione za pieniądze otrzymane od Dziadków, czy zarobione samodzielnie na zbieraniu makulatury i butelek.

W czasach tzw. komuny nie było czegoś takiego jak marnowanie żywności. Marnowanie żywności było zjawisko takie jak Yeti czy inna Wielka Stopa… owszem słyszało się, owszem Babcia przestrzegała, ale ja nie widziałem i chyba nikt naokoło nie widział czegoś takiego.

Tagi: jedzenie, marnowanie żywności, supermarket, zaspasy.