Warszawa odjeżdża, pędzi, zmienia się. Podąża za modą, młodymi, nowymi z korporacji, z portfelami, projektami, makami i modą sezonową, to na bistro, to na kebab, to na slow food, to na kasze. Powstają nowe miejsca, właściciele i najemcy tych, których czas minął zwijają swoje graty i przychodzą nowi z lepszymi pomysłami…?

Taką refleksję mam po niedawnej wizycie w Lublinie, po odwiedzeniu knajpy Hades – Szeroka na starym mieście przy bramie grodzkiej. Knajpy, która ma od lat tę samą właścicielkę, od której pasja do kuchni i ludzi bije z kilku metrów. W knajpie czuje się spokój (mimo sporej frekwencji) i podejście do kuchni i klienta takie jakiego w Warszawie trudno szukać.

Od przystawek zacznę i chyba na nich mógłbym skończyć, bo były wyśmienite, domowe i zwyczajnie pyszne. Jako pierwsze na stole pojawiło się ukraińskie sało, czyli cienkie plasterki marynowanej słoniny. Trudno tego przysmaku, który jest częścią kultury ukraińskiej szukać w Polsce.

Tagi: Lublin, kuchnia, restauracja, przysmaki.