Jakiś czas temu na blogu pisałem o problemach aktualnie obowiązującej mody na kanwie braku dziewczęcych sukienek (we wpisie W co się ubrać), wskazując na potrzebę estetycznej opozycji wobec kaprysów konsumpcjonizmu, dyktującego nam co powinniśmy na siebie włożyć.

Przeczytałem niedawno artykułu Bogny Białeckiej „Kontrkultura na co dzień” (przeczytacie go w całości tutaj), która odniosła się do własnych obserwacji dzisiejszego sposobu ubierania się kobiet. Wynika z niej, że niemal 100 procent z nich chodzi wyłącznie w spodniach i wygląda w nich… mało atrakcyjnie:

„Można zatem zaobserwować nogi a’la Spongebob – dwa chude patyki rozdzielone przerwą, w którą zmieściłaby się piłka. Widać też rozpowszechnione nogi – balerony, sprawiające wrażenie, że materiał zaraz eksploduje. Nogi krzywe, o zachwianych proporcjach… To wszystko ujawniane i bezlitośnie podkreślane przez noszenie obcisłych spodni lub, co gorsza, leginsów… Choć oczywiście niektóre panie zdają sobie z tego sprawę i starają ukryć defekty, zakładając spodnie luźne, upodabniające nogi do dwóch prostych kłód drewna. Przechodząc jednak do pań, które decydują się na spódnice. Przeważają tu dwa rodzaje – mini, ujawniające kolor majtek przy najlżejszym skłonie lub spódnice typu „biznes woman” – od garnituru. Te ostatnie z reguły wyglądają całkiem sympatycznie, choć bardzo oficjalnie. (…) Co gorsza latem spodniom akompaniuje, o zgrozo, obcisły t-shirt dodatkowo podkreślający wylewające się znad biodrówek fale tłuszczu. To już niedługo. Brrr!…”

Tagi: kobiety, ubranie, lato, sukienki, spódniczki, garderoba, moda.