Które książki kucharskie dostępne dziś na rynku przetrwają dłużej niż jeden sezon? Które zostaną, będą przez dziesiątki lat wznawiane, wydawane? Staną się inspiracją dla wielu pokoleń kucharzy i pasjonatów? Tego nie wiem i nie chcę oceniać. Ale na pewno czekam na taką książkę. Bez gotującej gwiazdy silącej się na ekstra potrawy z których nic nie wynika. Bez koloru i kredy błyszczącego papieru na którym w planie pierwszym zretuszowane zdjęcia kuszą czytelnika kuchnią modną i glamour.

Do tej pory w swojej kuchennej bibliotece miałem dwie takie książki. Pierwsza z nich to klasyka kuchni francuskiej, wznawiana i przytaczana na całym świecie przez lata, książka kucharska Julii Child. Druga to bardzo gruntowne opracowanie kuchni włoskiej, przez Marlene de Blasi w książce „Smaki północnej Italii”. Jakiś czas temu doszła mi trzecia pozycja. To „Kucharka litewska”, Wincenty Zawadzkiej, po raz pierwszy wydana w 1854 roku. Wydawana co kilka lat w Polsce, aż do lat pięćdziesiątych XX wieku. Książka niesamowicie gruntowna, traktująca ówczesną, polską kuchnię bez nudy, z niesamowitą pasją gotowania i wyczucia smaku. Jakiś czas temu czytałem, że Wojciech Modest Amaro brał udział w warsztatach prowadzonych przez największych światowych kucharzy, poświęconych kalendarzowi potraw na każdy dzień roku, traktujący regiony jako skarb i głównego dostarczyciela produktów w danym czasie. Autorka „Kucharki litewskiej” zrobiła to ponad sto lat temu w swoje książce. Dania na każdy dzień roku to pierwszy rozdział jej książki.

Tagi: „Kucharka litewska”, „Smaki północnej Italii”.