Pod najważniejszą świątynią Kordoby zawsze jest pełno ludzi. Jedni chcą zwiedzić jej wnętrze, inni – pomodlić się przez chwilę. Założę się jednak, że nie wpadniecie na to, kim są ci, którzy stanowią trzecią grupę osób okupujących niemal bez przerwy murek zabytkowej katedry. No dalej, spróbujcie. Nie, żadni dresiarze, żule, czy cyganki wróżące z dłoni. To…miłośnicy ziemniaczano-jajecznych omletów. W barze nieopodal wejścia do Mezquity sprzedają podobno najlepsze w całej Hiszpanii.

Gdyby zapytać przeciętnego Hiszpana za czym najbardziej tęskni na emigracji, to większość powiedziałaby zapewne, że za słońcem i jedzeniem a zwłaszcza…„omletem u mamy”.

Ziemniaczano-jajeczne omlety (po hiszp. „tortilla de patatas”, nie mylić z meksykańską tortillą) są dla Hiszpanów gastronomiczną „świętością” porównywalną do naszych schaboszczaków. A może nawet bardziej, bo jadają je tak często, jak tylko się da: na śniadanie i w formie przystawek do obiadu i kolacji.

Tortilla de patatas to nic innego, jak danie, które przygotowuje się na patelni na bazie jaj, ziemniaków, soli i oliwy. W barze „Santos” działającym tuż przy kordobskiej Mezquicie, omlety są przepyszne i…gigantyczne. Przeciętna tortilla w tym miejscu waży aż 4 kilogramy.

pisanewsewilli.com

Tagi: Kordoba, jedzenie, omlet.