Jakiś czas temu, głównie za sprawą Doroty i Tomasza, pojawiały się na blogu wątki kulinarne. Z pewnością idea dobrowolnej prostoty, która ogarnia różne aspekty życia, dotyczy także sfery aprowizacji (patrz: Jadłospis – planowanie tygodnia) oraz tego, co i w jaki sposób przygotowujemy do jedzenia. Jak w żadnej innej dziedzinie, dobrowolna prostota w bezpośredni sposób przekłada się na umiarkowany styl żywienia, a pośrednio – na poprawę naszego zdrowia.

Nie będzie odkrywczym stwierdzenie, że na rynku artykułów spożywczych króluje gotowa żywność przemysłowa, a więc wysoce przetworzona, nasycona sztucznymi dodatkami i konserwantami, często niewiadomego pochodzenia, jednym słowem: szkodliwa. To, czym karmimy siebie i dzieci (zwłaszcza w sklepikach szkolnych), to często tzw. junk food, a więc śmieciowe jedzenie. Powrót do sposobów odżywiania się praktykowanych jeszcze 2-3 dekady temu, a wypracowanych w trudnych warunkach PRL-u, polegających ogólnie rzecz biorąc na w miarę możliwości samodzielnym wytwarzaniu żywności z podstawowych produktów, połączony z obecną wiedzą na temat zdrowego żywienia, jest niewątpliwie najlepszym sposobem zapobiegania chorobom cywilizacyjnym, a jednocześnie świadomym aktem sprzeciwu wobec menu dyktowanego nam przez wielkie przemysłowe koncerny spożywcze (niezorientowanym polecam choćby film Food Inc. – Korporacyjna żywność).

W tym poście nie mam zamiaru zamienić się w żywieniowego eksperta, a jedynie chciałbym opisać nasze kulinarne zasady i drogę, jaką sami przeszliśmy. Jak wszędzie, tak i w przypadku zdrowego żywienia, staramy się kierować rozsądkiem i równowagą. Wśród stałych i sztywnych wydatków łatwo ulec pokusie oszczędzania na dobrym gatunkowo jedzeniu. Obecnie wiemy, że szukanie oszczędności w domowym budżecie nie powinno (jeśli mamy taką możliwość) odbywać się kosztem kupowania żywności gorszej jakości, jaką można znaleźć zwłaszcza w supermarketach.

wystarczy-mniej.blogspot.com

Idealne proporcje jedzenia na talerzu
- zamiast tradycyjnej piramidy

Jeszcze 5 lat temu nie zwracaliśmy uwagi na zdrowe odżywianie. Żywiliśmy się mniej więcej tradycyjnie (nazwijmy to klasyczną dietą mięsną), a zakupy spożywcze miały być przede wszystkim, ze względu na budżet, jak najtańsze. Często robiliśmy je w Biedronce. Piliśmy dużo mleka krowiego (z litr dziennie), kupowaliśmy słodkie „soki” z kartonu, wodę gazowaną, piliśmy przesłodzone „owocowe” jogurty. Na śniadanie obowiązywało stałe menu: mleko ze słodkimi „kółkami” lub płatki kukurydziane (typu cornflakes), na kolację biały chleb, często z tanią wędliną.

Tagi: jedzenie śmieciowe, posiłki, Biedronka, mleko, przetworzona żywność, zdrowie, zakupy.