Aromatyczny gulasz to potrawa, która przy listopadowej pogodzie na prawdę potrafi poprawić humor. Gulasz jako danie kojarzy mi się z domem. Sam proces smażenia mięsa, to jak w jego trakcie uwalnia się zapach przypraw, jak zmienia się po dodaniu kolejnych warzyw i ile ciepła oddaje gotując się sprawia, że miejsce w którym się znajdujemy wydaje nam się być właściwym.

Nic nie kojarzy mi się bardziej z jesienią niż kumin, ziele angielskie, cynamon i laurowe liście. Uwielbiam ich zapach, szczególnie jeśli są mocno spalone, tego akurat nauczyłam się w Hells Kitchen od Szefa Darka Kuźniaka. Palone zioła to jest to. Gulasz zagęszczamy dynią i marchewka, rozgotowane są cudownie słodkie i dodają gulaszowi pięknego, ciepłego, ognistego koloru pomarańczy. Danie polecam serwować z pure ziemniaczanym, kaszą np. pęczak lub gryczaną i kontrastowym kiszonym ogórkiem, w ogóle jedzcie więcej kiszonek są świetnym źródłem witaminy C! Uchronią Was przed przeziębieniem, może kolejnym wpisem powinien być przepis na kapuśniak ?

Składniki (4 porcje):

400 g wołowiny na gulasz (karkówka, goleń, łopatka, pręga),

2 cebule,

500 g dyni hokaido,

2 marchewki,

3 ząbki czosnku,

250 ml czerwonego półwytrawnego wina,

500 ml bulionu,

3 łyżki mąki pszennej,

5 ziaren ziela angielskiego,

4 liście laurowe,

1 łyżeczka cynamonu,

1 łyżeczka kuminu,

1/2 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu,

sól morska,

olej rzepakowy.

Tagi: gulasz, dynia, obiad, przepis, gulasz wołowy.