W tzw. zachodniej kulturze najbardziej rozpowszechnionym oraz cenionym ustrojem jest demokracja rozumiana, jako rządy większości przy poszanowaniu praw mniejszości. Oczywiście z wykonywaniem tego ideału jest różnie i pewnie można by dyskutować gdzie faktycznie panuje demokracja, jednak ja chciałabym się skupić na bardziej psychologicznym niż politycznym aspekcie sprawy.

Idea demokracji, czyli dokonywania wyborów głosem większości to nie tylko partie polityczne i głosowania w Sejmie. Dość często, na co dzień, choćby w grupie przyjaciół, gdy trzeba coś rozstrzygnąć stosujemy metodę „kto za opcją X, a kto za opcją Y”, przy czym wygrywa ta opcja, która ma więcej zwolenników. Zasada prosta i dość prosta w realizacji. Wszyscy się zgadzają, a ci z mniejszości nie mają innego wyjścia, jak tylko podporządkować się reszcie.

Zdarzyło się Wam kiedyś być w mniejszości? Nie zawsze akceptacja głosu większości jest łatwa i nie zawsze mamy na nią wewnętrzną zgodę. Ponieważ ten rodzaj rozstrzygania jest w naszej kulturze rozpowszechniony i ceniony, wynik „głosowania” z założenia zamyka mniejszości usta. Większość wybrała, koniec dyskusji, nie ma raczej możliwości odwoływania się czy wyrażania swojego niezadowolenia.

W skrajnych przypadkach, i tu już przechodzimy z gruntu towarzyskiego na szerszy grunt społeczny, w takiej sytuacji, mniejszość w pewnym momencie zbuntuje się, bo ilość poczucia niesprawiedliwości, zranienia i braku zrozumienia przekroczy granicę znośności. Demokracja nie zawsze prowadzi do sensownego rozwiązywania konfliktów.

Pojęcie głębokiej demokracji, wprowadzone przez Arnolda Mindella, opiera się na założeniu, że wszelkie doświadczenia, poglądy, uczucia są ważne i wartościowe. W przypadku grup, każdy głos ma prawo zostać wyrażony, niezależnie od reprezentowanej opcji, a jego zdanie zostanie w jakiś sposób uwzględnione. Nie chodzi tu tylko o powiedzenie czy jestem za czy przeciw, ale o wyrażenie siebie, swoich uczuć, postaw, przemyśleń na forum.