Wcale nie przesadzając – od kiedy tylko rozpoczął się grudzień (a nawet jeszcze wcześniej) w Internecie, telewizji i w radiu nie istnieje już chyba inny temat niż święta. I w tym momencie możemy zauważyć pewien ciekawy paradoks – z jednej strony wszyscy nie możemy ich się już doczekać i drżymy w ich oczekiwaniu, a z drugiej przelewa się fala narzekań jak bardzo są stereotypowe, niepotrzebne i jak to nikt nie czuje tej świątecznej atmosfery. I patrząc na to z boku zastanawiam się – a może my po prostu nie chcemy jej poczuć?

Pytam Anię o świąteczną atmosferę, a ona mi odpowiada: Szczerze mówiąc, dopiero niedawno poczułam w pełni atmosferę Świąt. Dotychczas żyłam w ciągłym biegu, załatwiałam sprawy związane ze szkołą, zaliczałam ostatnie sprawdziany w tym roku kalendarzowym i okazało się, że nie miałam czasu myśleć o Świętach. Stwierdziłam ostatnio, że muszę to zmienić. Postanowiłam sobie, że zacznę bardziej zwracać uwagę na to co dzieje się wokół mnie, a co niekoniecznie dotyczy tylko mnie samej. Sięgnęłam również po różnego rodzaju filmy o tematyce świątecznej (ostatnio obejrzałam „Listy do M.” – polecam!). Teraz, kiedy zaczęła się w końcu upragniona przerwa świąteczna od szkoły, przeżyłam klasową wigilię, poczułam prawdziwy klimat Świąt i już nie mogę się doczekać kiedy w końcu nadejdą!

Właśnie kończy się jeden z najpiękniejszych okresów w ciągu roku – adwent. Osobiście go uwielbiam, bo jakoś wyczekiwanie na coś daje mi czasem o wiele więcej radości niż gdy to się w końcu stanie. Naprawdę ujęło mnie to, jak opisała go Kinga: Prawda, że nasz Kościół, mimo kilku ludzkich ułomności, jest naprawdę genialny? Dał nam adwent, dzięki któremu możemy się wyciszyć i naprawdę dobrze przygotować na przyjście Dzieciątka. A z tym czasem przygotowania wiążą się roraty, która ja uwielbiam (półmrok, lampiony, adwentowe antyfony!) i w których niestety nie mogłam uczestniczyć w tym roku zbyt często. Licealiści nie mają lekkiego życia. :)

I znów ona, ale o świętach tym razem: Święta to w moim domu magiczny czas, choć trzeba przyznać, że trochę napięty i nerwowy. Wiadomo – trzeba zdążyć zrobić wszystko na czas, naszykować prezenty, przygotować pyszne potrawy, w Wigilię przystroić choinkę, jeszcze przedtem wysprzątać dokładnie dom, przy czym jest mnóstwo hałasów, narzekań, ale czasami też śmiechu. Wieczerza Wigilijna w mojej rodzinie wygląda raczej tradycyjnie – obok błyszczy się choinka, kryjąc pod sobą prezenty, pod białym obrusem leży sianko, czytamy fragment Ewangelii, modlimy się, dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia… Tylko potraw nie jest 12, bo Kochana M., mimo swoich kucharskich zdolności, nienawidzi stać nad garnkami. Później jest pasterka, rodzinne spotkania, mnóstwo hałasu i tej czystej, pięknej radości z tego, że Chrystus przyszedł na świat, a my możemy się spotkać i cieszyć swoją obecnością.

Tagi:święta, atmosfera świąteczna, Boże Narodzenie.