Ostatnio wiele się mówi na temat, że Polacy są w czołówce w kwestii zażywania leków. Reklamy wmawiają nam, że na ból kolana najlepsza tabletka, na silny ból głowy – tabletka, na bóle reumatyczne – super maść itd. Nasze dzieci są tak zaprogramowane, że jak coś boli, to … tabletka. A przecież ból to prośba organizmu o pomoc. Nasze ciało wysyła różne sygnały, które są błaganiem o reakcję, o zastanowienie się, są wołaniem o uwagę.

Dziś będzie o przemyśle farmaceutycznym. Już nikogo nie dziwi fakt, że wymyśla się choroby, które nie istnieją, potem produkuje się leki leczące te schorzenia i morze gotówki płynie na konta farmaceutów. Lekarze oczywiście diagnozują te choroby i niestety też korzystają z płynących do biznesu pieniędzy. A co się stało z etyką? Gdzie moralność? Na szczęście nie dotyczy to wszystkich lekarzy. Poznałam niedawno świetnego człowieka, lekarza, który wstydzi się za swoich kolegów po fachu i absolutnie nie aprobuje ich nieetycznego postępowania. Ten człowiek pomaga ludziom nie tylko w gabinecie. Naprawdę uczy, uświadamia i zachęca do dbania o własny organizm. Ma na imię Rafał i podobnie jak słynny, książkowy profesor Rafał Wilczur kocha to, co robi i kocha ludzi.

Wielka szkoda, że nie stosuje się już przysięgi Hipokratesa. Wszystko, co dobre i słuszne, jest w końcu zmieniane dla korzyści i wygody tych, co mają interes po wprowadzeniu zmian. Porównaj obie przysięgi i zobacz, jakie są różnice. W przysiędze Hipokratesa największym dobrem jest człowiek. Lekarz miał pomagać, nie krzywdzić, nie szkodzić, dbać o godność i dobro pacjenta. Jeśli lekarz tak postępował, mógł się cieszyć ogromnym poważaniem społeczeństwa. Przyrzeczenie lekarskie natomiast mocno spłyca tę tematykę, zamiast tego wprowadziło coś nowego, zadbała o interesy „stanu lekarskiego”. To dlatego tak trudno dziś wygrać sprawę stwierdzającą błąd lekarski, bo nikt z tego kręgu nie może, a raczej nie powinien podważać autorytetu innego lekarza. Dobro pacjenta schodzi na dalszy plan.