Cał­kiem nie­dawno zaczą­łem odróż­niać emo­cje od uczuć. Przy­pi­sy­wać im swoje wła­sne zna­cze­nie i prze­kre­ślać znak rów­no­ści, który wiele osób sta­wia pomię­dzy nimi.

Ujmu­jąc to jak naj­pro­ściej, emo­cje oczy­wi­ście oka­zały się ‚te złe’. Krót­ko­trwałe, nie­sta­bilne, nisz­czące, zaśle­pia­jące. Uczu­cia nato­miast, w moim postrze­ga­niu, są ‚dłu­go­ter­mi­nowe’, stałe, sta­bilne, budu­jące, z natury prze­ciwne emo­cjom, choć nie do końca. Uczu­cia tak samo mogą zaśle­piać i mogą być tok­syczne a przez swą sta­łość wów­czas nawet bar­dziej nisz­czące, ale nie w tym rzecz.

Naj­pierw chcia­łem porów­nać emo­cje do zapa­łek, ale to byłoby chy­bione… Emo­cja to sub­stan­cja, ciecz, która cza­sem wlewa się w nas lub też ją wyle­wamy na kogoś. Kiedy nato­miast już w nas wsiąk­nie, zamie­nia się w uczu­cie. Kiedy już nim nasiąk­niemy, bar­dzo trudno się go pozbyć, a nawet kiedy już z nas wypa­ruje, wciąż pozo­sta­nie w nas jego cząstka. Odpa­ru­jemy wodę, pozo­staną sole, które na nowo zwil­żone znów staną się uczuciem.

Jako czło­wiek nie zawsze panu­jący nad emo­cjami, wiem jak destruk­cyjny mogą one mieć wpływ na naszą psy­chikę, a co za tym idzie na nasze dzia­ła­nie oraz postrze­ga­nie świata.