Depresja jest jednym z najczęściej diagnozowanych problemów psychicznych we współczesnym świecie. W związku z tym wiele osób potrzebuje pomocy, by poradzić sobie z tego rodzaju stanem, a także by umieć odróżnić depresję od „dołka” czy zwykłego smutku. Jakiś czas temu ukazała się książka polskiej terapeutki Doroty Gromnickiej „Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim”, którą otrzymałam do recenzji.

Na początku chcę podkreślić, że nie przepadam za terminami „choroba psychiczna” czy „depresja” w ogóle, ponieważ często prowadzi to do niepotrzebnego etykietowania i stygmatyzowania ludzi. Dodatkowo podsyca to trend, w którym „zaburzeń” trzeba się za wszelką cenę pozbywać, wycinać, najlepiej lekami. W takim ujęciu depresja to tylko i wyłącznie wróg, więc trzeba go „pokonać”, a nie próbować zrozumieć – poszerzając tym samym rozumienie siebie i swojego życia.

„Depresja zbiera według nas gorzkie, a według niej słodkie żniwo” – to zdanie z początku książki spowodowało zagotowanie się moich płynów ustrojowych z powodów ogólnie przedstawionych w poprzednim akapicie. Tego rodzaju wojownicze nastawienie, pokazujące jakiś rodzaj stanu czy doświadczenia ludzkiego, jako podstępny i złośliwy, nie jest moim zdaniem najlepszym pomysłem. Osoby w depresji i tak mają wystarczająco wiele zduszonej złości w sobie. Poza tym, w ten sposób depresja staje się czymś niejako poza własnym doświadczeniem, wrogiem z zewnątrz, co może budować dodatkowe napięcie i brak akceptacji.