Okres przedwakacyjny najczęściej wiąże się z zalewaniem mnie pytaniami o wybór studiów. Młode osoby pragną wiedzieć, jaka przyszłość czeka ich po obraniu podobnej drogi, jaką obrałam ja. Pytają, ile dały mi studia, czy nie żałuję swoich dawnych decyzji, czy kolejny raz poszłabym tą samą ścieżką. Pragną wiedzieć, jak wygląda rzeczywistość na studiach polonistycznych oraz czy wystarczy zamiłowanie do czytania i pisania, by na nich wytrwać. Wiele pytań, wiele wątpliwości. Być może wystarczyłaby w tym miejscu jedna moja odpowiedź – że drugi raz nie popełniłabym takiej głupoty i nie postawiła na filologię polską. Ale rozwińmy temat…

Moja rzeczywistość polonistyczna

Żeby była jasność, muszę rozpocząć temat od szczegółów dotyczących mojej studenckiej przeszłości. Ponieważ spotkacie się z najróżniejszymi specjalnościami na kierunku filologia polska, od razu podkreślę, że sama nie obrałam najpopularniejszej drogi – drogi nauczycielskiej. Wraz ze skromną grupą osób stanowiliśmy pierwszych i jedynych przedstawicieli specjalności animacja kultury (trzy lata studiów licencjackich)/edukacja kulturowa (dwa lata studiów magisterskich) w historii naszej uczelni.

Moje najlepsze wspomnienia z pięciu lat studiów wiążą się właśnie z tą konkretną specjalnością. Najbardziej inspirujące zajęcia, najciekawsi prowadzący, największe akcje, w tym np. warsztaty w fenomenalnym Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści czy wystawa Akcja Animacja!

Gdyby nie przedmioty związane z animacją kultury (i literaturą), prawdopodobnie dziś nurzałabym się wyłącznie w kiepskich wspomnieniach związanych z polonistyką. Niestety, czas boleśnie uświadamia, jak niewiele wiedzy z typowo filologicznych zajęć ma teraz dla mnie znaczenie. Ot, na przykład nauczenie się na pamięć tytułów kilkunastu największych polskich słowników (wraz z nazwiskami redaktorów, liczbą haseł, zakresem tematycznym itd) jest najjaśniejszym przykładem polonistycznego bezsensu…

Tagi: polonistyka, studia, studiowanie, przedmioty, decyzja, praca, ścieżka zawodowa.