Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że powinieneś daną rzecz zrobić. Jest ważna, bardzo ważna, to też dobrze wiesz. Bardzo możliwe, że jeśli jej nie zrobisz, konsekwencje nie będą zbyt przyjemne, choć zazwyczaj nie natychmiastowe.

Im bardziej wiesz, że trzeba to zrobić, tym bardziej tego nie robisz, mówisz – zrobię to jutro, przecież nic się nie stanie, jak zrobię to jutro. A dziś zajmujesz się czymś innym. Zazwyczaj czymś o wiele, wiele mniej ważnym. A jutro? Jutro znów odkładasz na kolejne jutro, bo w końcu nie zbawi cię te paręnaście godzin, a teraz przynajmniej możesz odsunąć od siebie nieprzyjemne napięcie. Znacie to?

Lenistwo, brak silnej woli, nieodpowiedzialność czy jeszcze coś innego?

Zjawisko to otrzymało trudną do wymówienia nazwę: prokrastynacja, choć oficjalnie w języku polskim takiego słowa (jeszcze?) nie ma. Jest za to swojskie „odwlekanie”. Prokrastynacja jest kalką z angielskiego pojęcia „procrastination”, które stało się w ostatnich latach bardzo modne, szczególnie we wszelkiego rodzaju internetowych poradnikach dotyczących produktywności (też modne). Możemy więc w sieci znaleźć sto jeden sposobów na „walkę z prokrastynacją”. Zrób sobie listę zadań. Dziel zadania na mniejsze części. Nagradzaj się za postępy. Wysil wolę i po prostu zrób tę natrudniejszą rzecz od razu, jako pierwsze zadanie z rana. Przestań odkładać. No po prostu przestań odkładać, odkładanie nie jest dobre! Nadal odwlekasz? Chyba za mało się starasz…

Mogłoby się wydawać, że odkładanie spraw na później dotyczy tylko nieprzyjemnych obowiązków. Ale od wielu osób słyszę, że jak już się zabiorą za dane zdanie, to leci, można się przyjemnie „wkręcić” czy nawet doświadczyć stanu „przepływu” (ang. flow – stan, w którym osoba zatraca się w wykonywaniu danej czynności, często tracąc poczucie czasu). Są też pewne zadania, które same w sobie nie są szczególnie przyjemne, za to wiadomo, że przyczynią się znacznie do poprawy naszego dobrobytu, pomogą spełnić ważne plany i wpisują się mocno w nasz system wartości.