Pisałam niedawno o znienawidzonej przeze mnie aktywności (tradycyjna siłownia!), dlatego teraz dla równowagi napiszę o ukochanej. Co do tego nie mam wątpliwości – lubię rower, rolki, bieganie, jazdę konną… Ale najbardziej kocham TANIEC! Co jest dość zabawne jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że naprawdę chyba wszystko inne wychodzi mi lepiej od tego ;). Jestem kawałkiem drewna z zerowym wyczuciem rytmu, ale nie przeszkadza mi to w czerpaniu niesamowitej przyjemności z tej aktywności.

Regularnie (z krótkimi, miesięcznymi przerwami) chodzę na zajęcia od 2 lat. Postawiłam na latino w wersji solo, bo taniec z partnerem to dla mnie wyższa szkoła jazdy i więcej stresu niż frajdy. Trochę nad tym ubolewam, ale póki co nie chcę pod tym względem wychodzić ze swojej strefy komfortu.

Wracając do braków w moich umiejętnościach – takie cechy jak wyczucie rytmu czy dobra koordynacja ruchowa faktycznie bardzo się w tańcu przydają. Ale nie są niezbędne jeśli chcemy ćwiczyć wyłącznie dla siebie i własnej przyjemności. Przecież idąc na zajęcia tańca nie decydujemy się na start w żadnych zawodach – nikt nas nie ocenia i nie powie nam, że się nie nadajemy! Liczy się wyłącznie dobra zabawa i przyjemność jaką czerpiemy z ruchu. Nawet jeśli robimy to poza rytmem czy też niezbyt płynnie (to ja, to ja!).

Tagi: taniec, sport, zajęcia, latino, rolki, siłownia, ruch.