Dziś – zgodnie z obietnicą – przystawka z naszej białowieskiej wyprawy. Sezonowa jest w niej kalarepa – soczysta i chrupiąca. Towarzyszy jej gruszka, która albo musiała dobrze się przechować, albo przyleciała z cieplejszych krajów. Skrapiamy ją cytryną nie tylko po to, żeby nie zbrązowiała, ale też po to, żeby dodać do całości kwaśnej nuty. A na koniec – olej z pestek dyni, który w tym daniu jest pełnoprawnym składnikiem a nie tylko jakimś „wykończeniem”. W zielonkawej gęstej cieczy jest zamknięta esencja ziemisto-orzechowego smaku dyniowych pestek.

Jeśli macie problem z kupieniem oleju z pestek dyni (który świetnie nadaje się również do sałatek albo do smarowania pieczywa – zamiast masła), spytajcie o niego w ziołowej aptece.

 

(dalsza część przepisu na blogu)