W poprzednim wpisie próbowałam przybliżyć tematykę wpływu twoich korzeni na twoją przyszłość. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jaki wpływ ma to, w czym wyrosłeś/aś, na co patrzyłeś/aś w dzieciństwie, czyli to, jak zostałeś zaprogramowany, na TWOJE przyszłe ŻYCIE. To prawda, że mówi się, że nieważne co było, liczy się tu i teraz oraz przyszłość. Tak, zgadzam się z tym w pełni. To Ty jesteś odpowiedzialny za swoje życie. Często jednak jest tak, że chcemy jedno, a wychodzi to, „co zwykle”.

Postanowiłam więc podzielić się z Tobą kilkoma ważnymi myślami, które wywarły na mnie niesamowite wrażenie. Ostatnio poznałam kilku ludzi, wrażliwych, cudownych, z niesamowitymi problemami. I nie mogę nie opowiedzieć o tym, co mną wstrząsnęło. Z pewnością nie każdemu spodoba się to, co tu napisałam. Niektórzy się jednak zastanowią, inni się zbulwersują, jeszcze inni … zresztą, przeczytaj.

Wyobraź sobie sytuację, że Ty jako dziecko wychowywałaś/eś się w rodzinie, gdzie królował alkohol. Nie był to dom typowo patologiczny, tylko tzw. normalny, gdzie alkohol pojawiał się bardzo często w wersji oficjalnej lub bardziej zawoalowanej. Niby nic złego się nie działo, było niby normalnie, rodzina często podchmielona, czasem jakieś awantury, spotkania rodzinne, też zakrapiane mocno wódeczką, bo przecież bez tego trunku żadna impreza się nie odbędzie.

I co czuje to małe dziecko, które w tym wyrasta? Najpierw myśli, że to normalne, potem zauważa, że coś jest nie tak, ale zawsze cierpi. Czuje wstyd, ból, żal, odrzucenie, zaczyna tracić pewność siebie, zauważa że w domu bez przerwy nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby, ale wieczorkiem na butelkę pieniądze się znajdują. W końcu to wszystko przeradza się w chęć zmian. Taki nastolatek marzy, że u niego w domu będzie zupełnie inaczej, że jego dzieci nigdy nie będą wyrastać w czymś takim, że jego dom będzie szczęśliwy, bez takich wątpliwych atrakcji. Jeśli jest kilkoro dzieci, rozmawiają między sobą i przysięgają, że oni nie będą tacy jak ich rodzice.