Przepis na tę szarlotkę znalazłam w jakiejś amerykańskiej gazecie o gotowaniu i niestety nie zapamiętałam jej tytułu. Wydaje mi się, że było to „Cook’s Illustrated”, ale nie dam sobie ręki uciąć. Zdołałam za to zrobić zdjęcie przepisu w formie tekstowej, bo zdjęcia gotowego ciasta w gazecie nie było (co mnie tylko przekonuje, że mogło to być „Cook’s Illustrated”).

Co mnie ujęło w tej niby zwykłej szarlotce? Opis! Według autora tekstu, ciasta tego nie powinno nazywać się szarlotką, bo jabłka są tak delikatne, że wydają się jakimś kremem spowitym w delikatne waniliowe ciasto z chrupiącą skorupką. Czy to nie brzmi zjawiskowo? Wszystko miało się udać pod warunkiem że dobrze potraktowało się jabłka. Była tam też dokładna instrukcja zmiękczania jabłek i sprawdzania czy są już odpowiednio miękkie. Zbyt twarde jabłka sprawią, że szarlotka będzie zwykłym ciastem z kawałkami jabłek. Zbyt miękkie dadzą efekt jabłkowego zakalca.

Nie mogłam nie sprawdzić, cóż takiego wyjdzie z tego przepisu, skoro składniki wydają się tak banalne. Wyszło absolutnie nietuzinkowe ciasto jabłkowe. O spodzie kremowym i delikatnym, zupełnie nieszarlotkowym i górze przypominającej amerykańskie coffee cakes. Zakochałam się!

Czas przygotowania: 40 minut
Czas pieczenia: 60-70 minut

Składniki:

750 g jabłek (najlepsze będą glostery),
1 łyżka rumu,
1 łyżeczka soku z cytryny,
1 szklanka mąki + 2 łyżki.

Dalszy ciąg składników znajduje się na blogu.

Tagi: szarlotka, jabłka, przepis, zmiękczanie jabłek.