Przedwczorajsza sytuacja była tak zaskakująca i niespodziewana, że na chwilę zamarłem. Gdy już „odmarłem”, poczułem się trochę tak jak na fizyce czy na laboratorium z chemii….

Zacznijmy od tego, że wziąłem się za porządkowanie szuflad. Wiadomo, są wakacje, chwila wolnego, więc wypadało by ogarnąć to i owo. Przy którejś już z rzędu szufladzie odkryłem, że znajduje się w niej termometr rtęciowy. Jednak fakt ten odnotowałem zbyt późno, bo szuflada wypadła mi z ręki a termometr roztrzaskał się o podłogę.
- Niezły klops, pomyślałem chwilowo zaskoczony nieoczekiwanym zwrotem sytuacji.

Jednak szybko pozbierałem termometr, wraz z zawartością rtęci, która srebrnym kuleczkami rozproszyła się niemal po całym pokoju. Uporanie się z małymi drobinkami, które niczym sprawny atleta wywijały się z pod moich rąk nie było takie proste. Część z nich oczywiście udało się sprzątnąć ścierką jednak nie zlikwidowało to całego zagrożenia:).
Gdy skończyłem walkę z tak małym i rozdzielającym się na mniejsze kawałki wrogiem, przyszło mi właśnie na myśl, że przecież taka sytuacja może przydarzyć się każdemu z nas. Oczywiście o ile mamy w domach jeszcze termometry rtęciowe. Podejrzewam, że takich sentymentalistów jak ja jest sporo.