Wszyscy słyszeli o paradoksie dziadka. Tym, którzy w jakiś sposób w ogóle go nie kojarzą podpowiadam: próba cofnięcia się w czasie i dokonania mordu na swoim przodku, może okazać się problematyczna. Nie jest to jednak jedyny eksperyment myślowy unaoczniający logiczne zgrzyty związane z gmeraniem w kontinuum. Jedną z najciekawszych wariacji paradoksu dziadka stworzył, przeżywający ostatnio drugą młodość (patrz: firewalle czarnych dziur), prof. Joseph Polchinski.

Wyobraźmy sobie, że mamy rok 2101. Ziścił się zamysł Alberta Einsteina, Nathana Rosena i innych fizyków marzących o możliwości otwarcia tunelu czasoprzestrzennego. Mało tego: technologia posunęła się tak daleko, że na rynku dostępna jest przenośna aparatura pozwalająca na wywiercanie niewielkich dziur w tkaninie czasoprzestrzennej gdzie nam się tylko podoba. Według instrukcji producenta generator kreuje dwa otwory – „teraźniejszości” i „przeszłości” – leżące kilkadziesiąt centymetrów obok siebie, mogące cofać wrzucony obiekt w czasie o kilka sekund.

Jeśli zaopatrzymy się w taką zabawkę, możemy wykonać drobny eksperyment. Tworzymy mini-tunel na stole bilardowym, w ten sposób, że oba jego końce nakierowane są na jedną bilę. Teraz, gdy wbijemy kulę w pierwszy otwór, rozpoczyna się cała zabawa. Bila wylatuje z wylotu „przeszłości” jeszcze zanim znalazła się w tunelu; w zasadzie mamy przez moment na stole dwie wersje tej samej bili! Dlaczego jest to takie dziwaczne? Wszystkie opowiastki o wehikułach czasu bazują mniej więcej na podobnej zasadzie, jednak tutaj widzimy niezwykłość tego konceptu w małej skali, w sposób bezpośredni i namacalny.

Tagi: paradoks dziadka, Albert Einstein, Nathan Rosen, tunel czasoprzestrzenny, nauka, przeszłość.