Święta Bożego Narodzenia, Wigilia i Sylwester to szczególnie wyczekiwany okres przez większość z nas i chcemy, aby w naszych domach ten okres był czasem obfitości. Czy jednak czasem ta obfitość nie jest zbyt wielka? W dzisiejszym wpisie chciałbym zachęcić was do umiarkowania, zarówno jeśli chodzi o ilość spożywanych potraw, jak i umiarkowania w spożyciu alkoholu, który jest nieodłącznym atrybutem rodzinnych spotkań w Polsce.

Moje dzieciństwo, które zadziwiająco dobrze pamiętam, spędziłem w czasach PRL-u i dobrze pamiętam szarość i niedobory życia codziennego. W tym okresie szarej beznadziei wszyscy starali się, by wigilijny stół był bogaty. Na okres Świąt oszczędzało się wszelkie rarytasy i luksusy, starano się, aby wigilijny stół wręcz uginał się od bogactwa potraw. To było zrozumiałe w tamtym okresie. Odreagowanie trudnej rzeczywistości permanentnego niedoboru, objedzenie się wprost pysznościami, aż brzuch był pełen jak bania.

Czy jednak jedzenie do przesytu jest najważniejsze w obecnych czasach, kiedy dóbr konsumpcyjnych mamy dostatek (a przynajmniej większość z nas)? Kiedyś ogromnym dylematem i wyzwaniem było zdobycie paczki kawy, czekolady dla dzieci czy butelki wina na Sylwestra dla dorosłych. Dziś dylematem jest co najwyżej wybranie najnowszego modelu smartfona i tabletu, byle o kilka % taniej niż kupił kolega i najlepiej z większą pamięcią niż ma kuzyn…

Tagi: umiar, święta, luksus, przepych.