Lepiej wybudować własny dom czy zwiedzać świat? Ja wybrałam dom i chyba żałuję.

Zawsze chciałam zwiedzać świat. W podstawówce prowadziliśmy tzw. zeszyty zawodoznawcze. Na okładce wymalowałam wielkie litery: „geograficzka-podróżniczka”. Jakaś przytomniejsza nauczycielka zwróciła mi w końcu uwagę, że takiego zawodu nie ma. – Ty chcesz być chyba dziennikarzem lub reporterem – powiedziała.

Podróżniczą pasję realizowałam na studiach w Rosji. Były prawie za darmo. Dwie wycieczki: do Władywostoku i nad Bajkał opłaciłam ze sprzedaży, uwaga, trzech par spodni jeansowych typu Piramida. Rosjanie uznawali je za krzyk mody i dawali nieźle zarobić. A było jeszcze parę innych fantastycznych wypraw na koniec świata, na przykład za dziesięć szminek: Uzbekistan, Kaukaz, kilka razy Syberia, cała część europejska. To były czasy…

Potem zostałam dziennikarzem. Paradoks polega jednak na tym, że dziennikarz nie musi już być na miejscu zdarzenia, by potem je opisać – tak uważają redakcje i wydawnictwa. Oszczędności, bo papier już się nie sprzedaje, a internet jeszcze.

Ostatnio pisałam o właścicielce zakładu fryzjerskiego z mojego małego miasta, która z racji wykonywanego zawodu i współpracy ze znaną siecią kosmetyczną jeździ na kursy i szkolenia do Londynu i Bolonii, a także Szanghaju, Izraela, Dubaju i Singapuru. Gdybym wiedziała, że nadejdą czasy, kiedy to fryzjerzy, a nie dziennikarze będą jeździć po świecie, zostałabym fryzjerką.

Tagi: dom, podróże, fryzjerzy, dziennikarze.