Czy taki, jak opisany dzisiaj sposób rozstrzygania sporów filozoficznych byłby możliwy? Wydaje się, że tak. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zebrać w jednej sali grupę zacnych filozofów i poprosić ich o ostateczne ustalenie w drodze głosowania jak to właściwie jest z materią, duchem, zdarzeniami niemożliwymi i całym szeregiem innych zagadnień.

Można by też podrzucić kilka zagadek logicznych, kilka problemów etycznych poczekać na wynik i po kłopocie. Wreszcie mielibyśmy jasność. Może nie byłyby to nawet rozstrzygnięcia prawdziwe, ale wiedząc, jak wiele jest definicji prawdy, moglibyśmy machnąć na nią ręką i uznać, że zadowala nas konsens. Mielibyśmy więc zgodność poglądów, jakieś rozstrzygnięcia.

Jednak pomyślenie sobie takiej sytuacji, rozstrzygania trudnych kwestii przez głosowanie budzi prawdopodobnie w Was, Drodzy Czytelnicy, jakiś opór. Coś tu nie gra. Przecież takie rozstrzygnięcia byłyby arbitralne. A my nie lubimy arbitralności.