Jasiek ma 10 lat, poważną wadę serca i w ciągu trzech miesięcy jego rodzina musi zebrać 200 tysięcy złotych na operację w Niemczech. Jeśli człowieku sam masz serce, to odpisz jeden procent na konto fundacji Wielkie Serce i uratuj serduszko Jasia. Oprócz procenta możesz przekazać datek na numer konta tejże fundacji, a Bóg ci wynagrodzi.

Takimi ulotkami i reklamami w prasie jesteśmy bombardowani codziennie. Patrzą na nas smutne oczy chorych dzieci, serce rzeczywiście się kraje. Jak tu nie dać?

Do redakcji też trafiła taka ulotka. W okresie rozliczania PIT-ów to norma. Nad każdą trzeba się pochylić, opisać historię dusześcipatielno i czekać na strumień pieniędzy, które popłynie na subkonta.

Subkonta, które zabijają ideę charytatywności, ale o tym za chwilę.

Pojechałam do Jasia. Na dwudziestą, bo jego mama wracała o tej porze z pracy w Warszawie. Rano wychodzi o szóstej, cały dzień jest poza domem. A w nim chory Jasiek i jego dwie młodsze siostry, przecudne dziewczynki. Drobiazgiem opiekuje się babcia, gdyż ojciec rodziny odszedł kilka miesięcy temu. Nie wytrzymał ciśnienia, bo Jasio chory, na rehabilitację trzeba do odległego miasta wozić, no i żyć z myślą, że każdy dzień pierworodnego może być ostatnim.

Mama była zmęczona. Dzieciaki biegały, wariowały i krzyczały, a gdy mama wyszła na chwilę poszukać dyplomów Jasia, 3-latka przytuliła się do mnie i powiedziała „A wies, tatuś sobie posed…”. Serce pękło mi na pół.

Mamie udało się zebrać jakieś 15 tysięcy, musi 200. Ma na to trzy miesiące. Lekarz w Niemczech, zresztą Polak, czeka na sygnał. Pomagają przeróżne fundacje, lokalne i ogólnopolskie. W moim mieście w akcję włączyły się różne organizacje i osoby prywatne. Będzie zbiórka publiczna, koncerty, akcje, loterie, itd., każdy chce od siebie coś dać.

Piszę o tym tekst, też chcę jakoś pomóc. A potem dzwonię czujnie do NFZ z pytaniem, dlaczego ten bezduszny urząd nie chce zrefundować kosztownej operacji.

Tagi: 1 procent, fundacje, subkonta, NFZ, loterie, ulotki, dzieci.