Na temat depresji wiem niewiele, choć i tak więcej od przeciętnego człowieka. Ten fakt mnie przeraża, bo pomimo dochodzących z różnych stron wieści o kolejnych ofiarach tej strasznej choroby (ostatnio choćby
Robin Williams, który oprócz niej, cierpiał również na alkoholizm), nadal niewiele się o niej mówi. Nie mam do powiedzenia nic od strony medycznej, ale opowiem Wam historyjkę.

Mam w dalszej rodzinie rówieśnika, który od kiedy pamiętam, wydawał mi się dziwny. Zawsze budził moje współczucie, gdyż był półsierotą, a do tego jego matka wykazywała cechy osoby bardzo despotycznej, a jednocześnie uciekającej od życia w religię. Nie chcę się wdawać w oceny jej osoby, przytoczę tylko jeden znamienny fakt: W jej pogrzebie uczestniczyło 7 (słownie- „siedem”) osób. Nie przyciągała przesadnie ludzi, prawda…? Pochodzę z dość licznej rodziny, a to za sprawą rodzin obojga dziadków- na tym poziomie drzewa genealogicznego znajdowało się ok. 20 osób (rodzeństwo babci+ rodzeństwo dziadka), więc samego kuzynostwa na moim poziomie drzewa jest tyle, że nie sposób się znać każdy z każdym. Tymczasem ta śmierć zgromadziła osób siedem!

Wracając do mojego bohatera: Współczułem mu, ale całym sobą od niego uciekałem, gdyż leżała komunikacja między nami. Człowiek ten uciekał od matki w jedyne miejsce, gdzie miał od niej przyzwolenie (oprócz szkoły, rzecz jasna)- do jednego z krakowskich klasztorów i chyba tam, bądź ze starych pism religijnych (nie mam pojęcia, gdzie indziej by mógł się tego nauczyć), nabył umiejętność posługiwania się językiem, którego nikt postronny nie rozumiał. Brzmiało to bardzo filozoficznie, ale słowo daję: bladego pojęcia nie miałem, co oznaczało. Jestem osobą komunikatywną, a mój zasób słownictwa jest raczej duży, a tu człowiek mówił do mnie polskimi słowami, ale zaczynając tyle wątków naraz, a w dodatku większość z nich używając w formie pytającej, że w efekcie nie wiedziałem, co powiedział.

Tagi: depresja, historia, śmierć, pogrzeb, refleksje, komunikacja.