W dobie wszechobecnych testów to nie problem być prymusem. Uczniowie wstukują w wyszukiwarki lub znane im dobrze portale hasło – dajmy na to „test z biologii dział taki to a taki klasa druga gimnazjum” – i oto test jest.

Ten sam test – co niewiarygodne, ale coraz częściej prawdziwe – uczeń rozwiąże następnego dnia na zapowiedzianej klasówce z biologii. Napisze dobrze. Cała klasa dostanie czwórki i piątki, no może ci bardziej tumanowaci lub gnuśni będą musieli zadowolić się trójką, a nauczycielka nie będzie miała żadnych podejrzeń. – Dobra klasa – pochwali się potem w pokoju nauczycielskim.

Pytanie: skąd nauczycielka ma ten sam test co uczniowie? (choć logiczne pytanie powinno brzmieć „na odwrót”).

Ona ma test z podręcznika do metodyki, specjalnie opracowanego dla nauczycieli i tylko dla tej grupy zawodowej dostępnego. W księgarniach go nie uświadczysz, a kupując przez Internet trzeba się odpowiednio zalogować.

Ale od czego pomysłowość wciąż niedofinansowanej grupy, jaką są nauczyciele…

Testy z owych niedostępnych szerszemu ogółowi wydawnictw wybrańcy losu wrzucają do Internetu. Nie za darmo. Wystarczy jednak przesłać 10-20 złotych, by w ciągu kwadransa mieć test, który na pewno zostanie rozdany następnego dnia w klasie.

Nauczyciele nie wiedzą? Wielu nie. Ale wielu tak.