Są przymiarki do wprowadzenia ustawy zakazującej obniżania przez rok ceny nadrukowanej na książce. Tego typu rozwiązanie funkcjonuje między innymi w Niemczech i we Francji. Myślałem, że z artykułu Justyny Sobolewskiej pt. „Lub księgarza”, zamieszczonym w „Polityce” nr 9, dowiem się, jak to wygląda gdzie indziej, ale kiedy przeczytałem, że takiej „ustawy nie ma też w Szwecji, przy czym tutaj sytuacja jest zupełnie wyjątkowa, bo państwo dotuje cały proces produkcji książki”, dowiedziałem się tyle, że specjalistka od przekładów literatury szwedzkiej do pisania artykułu zasiadła zielona jak szczypiorek na wiosnę i raczy mnie faktami niczym gość spod budki z piwem: „Panie, a w Szwecji to…”.

Po pierwszej reakcji, że bzdura, naszły mnie jednak wątpliwości. Sobolewska wzięła za artykuł kasę od „Polityki”, „Polityka” bierze kasę od czytelników za udostępnianie im artykułu Sobolewskiej, też w internecie, z uzasadnieniem, iż rzetelny research wymaga czasu i pracy, więc owoce dziennikarskiego wysiłku trudno oddawać za darmochę. Pomyślałem więc sobie, że może pani dziennikarka rzetelnie sprawdziła, tylko ja nie jestem na bieżąco.

Wszedłem zatem na stronę Kulturrådet, by odzyskać wiarę w rzetelność dziennikarzy „Polityki”. Kulturrådet (Rada Kultury) to agenda szwedzkiego Ministerstwa Kultury zajmująca się właśnie przydzielaniem dotacji m.in. na książki. W zakładce „Literatura i wspieranie czytelnictwa” trafiłem najpierw na informację o warunkach dofinansowania książek już wydanych. Pomyślałem sobie, że tym nieprzytomnym szwedzkim wydawcom, którzy w przeciwieństwie do Justyny Sobolewskiej nie wiedzą, że państwo dotuje im cały proces produkcji książki, owo szczodre państwo szwedzkie wybacza gapiostwo i pozwala ubiegać się o dotację post factum. Ale nie. Okazało się, że przed wydaniem można starać się o dofinansowanie tylko na większe projekty, nie na pojedyncze tytuły, i wydawca musi dysponować wkładem własnym. No cóż, na kasę po fakcie nie można kręcić nosem, nawet jeśli bankowi trzeba odpalić odsetki za pożyczkę na wydanie książki. Taki szwedzki wydawca, który od pani Sobolewskiej dowiedział się, że państwo szwedzkie finansuje jego działalność, czyta więc warunki i mina mu rzednie, bo dowiaduje się, że dotacji z automatu mu nie dadzą, jego książka musi zostać oceniona wyżej od innych.

Tagi: książki, wydanie książki, polityka, dotacje, cana na książce.