Byłam przesłuchiwana jako świadek na policji. Postęp taki, że przesłuchujący policjant nie wystukiwał moich zeznań na maszynie do pisania, jak to było jeszcze 3-4 lata temu (tak, tak), ale na komputerze. Oprócz tego nic się nie zmieniło.

Pan na oko ponad 50 lat, wydział o budzącej respekt nazwie „dochodzeniowo-śledczy”. Wystrój pokoju, jakby przed chwilą wyszedł z niego porucznik Borewicz, nawet herbata w szklankach w uchwytach rodem z targów staroci.

Przyjęcie danych i wypełnienie formalności zajęło policjantowi jakieś 20 minut. Potem było jeszcze gorzej – każde słowo wystukiwał jednym palcem (!). „I – wte – dy – pa -ni – po – wie – dzia – ła – że …”. W takim tempie po kwadransie omal nie dostałam szału, bo zapisaliśmy dopiero parę zdań!