Przez kilka dobrych lat FBI poszukiwało na terenie Nowego Jorku bomby atomowej, którą Sowieci mieli tam potajemnie umieścić w jednej z placówek dyplomatycznych.

Końcem lata 1950 roku amerykańskie służby wywiadowcze otrzymały ze swojego źródła w Brazylii informację, że na terenie jednego z konsulatów mieszczących się w Nowym Jorku znajduje się gotowa do odpalenia sowiecka bomba atomowa. Miała być ona użyta „w razie potrzeby”, ale służby nie mogły sobie pozwolić na takie zagrożenie bezpośrednio na terenie największego miasta USA. Problemem okazało się określenie, w którym z wielu nowojorskich konsulatów umieszczono domniemaną bombę. Zakładano, że powierzono ją władzom któregoś z blisko współpracujących z ZSRS państw, pracownikom FBI nie udawało się jednak określić, którego. Pod uwagę brano konsulaty Polski, Czechosłowacji, Węgier, na świeczniku pozostawało rzecz jasna sowieckie przedstawicielstwo przy ONZ.

Mimo to poszukiwania trwały przez 2 kolejne lata, zaangażowano do nich informatorów działających w ZSRS oraz ukrytych agentów w wielu placówkach. Wszystko na nic, nie znaleziono żadnej bomby a pracownicy agencji zaczęli podejrzewać, że cała sprawa może być zwykłym oszustwem o czym zaczął przekonywać nawet agent FBI odpowiadający za działania na terenie Nowego Jorku.

Tagi: Nowy Jork, bomba atomowa, sowieci, FBI, ZSRS.